
Liturgia dnia
Video
Komentarz video
Skrzynka intencji
Prześlij nam swoją intencję, w której chcesz abyśmy się modlili:

Czytelnia
Maria i Marta
2009-12-22
Oto próbuję sobie wyobrazić tę scenę, ten epizod z życia dwóch sióstr: Marty i Marii (nas żyje prawie sześćdziesięciu braci pod jednym dachem!). Oto Marta przyjmuje Jezusa w swoim domu. Jezus przychodzi i Maria, siostra Marty, siada u stóp Jezusa i zamienia się w słuch. Marta tymczasem krząta się po domu śledząc zapewne wzrokiem od czasu do czasu sytuację. Co mogła czuć Marta krzątająca się po domu i widząca swą siostrę siedzącą u stóp Jezusa, zasłuchaną w Jego słowa? Co mogła przeżywać Maria widząca (a przynajmniej słysząca) krzątanie się po domu swej siostry zajętej uwijaniem się wokół rozmaitych posług? Ile czasu Marta wytrzymała zanim podeszła do Jezusa odkrywając Mu jednocześnie swoje wnętrze? Dość łatwo mi jest sobie wyobrazić tę sytuację, bo sam znalazłem się kiedyś w podobnej. Oto bowiem pewnego środowego dnia, kiedy to wszyscy bracia zabierają się po rozesłaniu do sprzątania seminarium, byłem świadkiem jak jeden z braci spokojnie przystąpił do czytania Słowa Bożego. Na moje pytanie, czy nie idzie sprzątać odpowiedział, że posprząta później. Kiedy wszyscy (a przynajmniej zdecydowana większość) krzątała się około rozmaitych rzeczy, on słuchał Słowa Boga. Wywołało to we mnie niemałe zdziwienie i oburzenie. Myślę, że ta sytuacja oddaje w jakiejś mierze tę biblijną sytuację z domu Marty i Marii. Dlatego też bliższa mi się wydaje być postawa Marty, łatwiej mi odgadnąć to, co kryje się w jej wnętrzu. W tonie jej wypowiedzi daje się wyczuć podenerwowanie, może poirytowanie, niezrozumienie sytuacji, rozczarowanie, pretensję pod adresem i Jezusa i Marii. Co jednak z Marią? Czy nie czuła się zobowiązana pomóc Marcie w tej wielości zajęć? Co jednak wówczas byłoby z Jezusem, kto by się Nim zajął, tracąc dla Niego czas?
Chciałbym się bliżej przyjrzeć wypowiedzi Marty, która uzewnętrznia to, co kryje się w jej sercu. „Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła”. Przynajmniej dwie rzeczy bardzo mnie zastanawiają, gdy czytam te słowa Marty. Po pierwsze: dlaczego Marta nie prosi wprost swej siostry, by jej pomogła, a zamiast tego Marta prosi Jezusa, by polecił Marii pomóc jej? Przecież Maria siedziała u stóp Jezusa! Po drugie: niepokoi mnie to, że Marta zarzuca Jezusowi obojętność, podejrzewa Go o brak zainteresowania jej niekomfortową sytuacją. Jezus może nie reagować, może sprawiać wrażenie braku zainteresowania, ale nigdy nie jest obojętny wobec człowieka. Nawet milczenie Boga nie jest wyrazem Jego obojętności, ale miłości.
Co tak naprawdę było powodem takiej reakcji Marty? Co ją tak naprawdę wyprowadziło z równowagi? Co tu jest sednem sprawy? Jest taka prawidłowość, że drugi człowiek lub konkretna sytuacja życiowa są lustrem, w którym można zobaczyć siebie, a zwłaszcza tę ciemną stronę siebie, trudną prawdę wypieraną wciąż i maskowaną na różne sposoby. Co jest tak naprawdę problemem Marty? Wydaje się, że Marta ucieka w aktywizm, różne zajęcia, pracoholizm... ale ucieczka przed czym? Przed biernością, pustką, ciszą, zwykłością, szarą codziennością, niedowartościowaniem, brakiem afirmacji...
Wiem z własnego doświadczenia, że o wiele łatwiej jest znaleźć sobie jakieś zajęcie (i to nawet całkiem zbożne i pożyteczne) niż adorować Jezusa w ciszy i bierności nic nie czując, niczego nie doświadczając, trwając w ciemności, pustce, bez żadnych zmysłowych czy umysłowych wrażeń... po prostu nic... O wiele łatwiej jest mówić niż słuchać, a jeszcze łatwiej być aktywnym niż biernym.
I na koniec jeszcze jedna rzecz, którą dostrzegam. Nie jest bowiem przypadkiem układ tekstu w Biblii. I oto ten fragment o Marcie i Marii jest umieszczony na końcu dziesiątego rozdziału Ewangelii Łukasza. Co natomiast rozpoczyna ten rozdział? Otóż jest to scena rozesłania siedemdziesięciu uczniów, czyli posłania ich do pracy misyjnej, do działania (Łk 10, 1-12)! Tak, te dwa fragmenty na początku i na końcu rozdziału są jak dwa bieguny życia: działanie i modlitwa, aktywność i bierność, dawanie i otrzymywanie. Ora et labora, czyli módl się i pracuj, ale nigdy samo ora albo samo labora. Jedno bez drugiego nie może istnieć. Życzę na koniec i braciom i sobie umiejętności słuchania Jezusa wśród wielości codziennych zajęć, adorowania Go, odwagi tracenia czasu dla Niego i pozostawiania tego, co może poczekać...
br. Paweł


