
Liturgia dnia
Komentarz video
Skrzynka intencji
Prześlij nam swoją intencję, w której chcesz abyśmy się modlili:

Felietony
Jak żyć?
2010-02-15
Nad Osobłogą pod klasztorem pojawiły się kormorany. Nie pozwoliły mi się podejść, nie mając widocznie ochoty być podziwianymi z bliska jako osobliwość przyrodnicza. Podobno przylatują tu także łabędzie, ale tej zimy nie doleciały. A może pofrunęły bardziej na południe, przeczuwając, że zima nad Osobłogą nie będzie dostatecznie błoga. Półmetrowa warstwa śniegu szczelnie okryła pola i łąki. Subtelne ripplemarki wiatrowe przyozdobiły nieskazitelnie białą przestrzeń Matczynej łąki. Kormorany przypomniały mi kormoranie wyspy na Catemaco - jeziorze czarowników w Meksyku, gdzie mogłem je podziwiać podczas pielgrzymki do Dziewicy z Guadalupe przed prawie rokiem.. Czarne, o charakterystycznych profilach ptaki nie były tam tak płochliwe jak nad Osobłogą i okrywały każdy wolny kawałek powierzchni i bezlistne gałęzie drzew.Przysłał mi ktoś list opisujący swoje udręczenia i trudne problemy i w konkluzji postawił pytanie: <Jak więc mam żyć?>. Przypomniałem sobie, że w jednym z apoftegmatów brat zadał Starcowi podobne pytanie: „Jak powinien żyć człowiek?” Starzec odpowiedział mu: „Widzieliśmy to u Daniela, że nie było innego powodu do oskarżenia go, jak tylko ten, że służył swojemu Bogu".
<Jak powinien człowiek żyć?> Tak, aby Jego życie było zawsze służbą Bogu. Nawet, jeśli byłoby to powodem do prześladowania Cię, odrzucenia przez wszystkich, ty dalej służ Bogu, nie odrzucaj Go.
Człowiek ma w zasadzie do wyboru dwie życiowe drogi: skierowaną do Boga, albo omijającą Go. Ten zasadniczy wybór ostatecznie finalizowany jest w wieczności, lecz realizowany w całej doczesności - podczas ziemskiego życia. Zasadne są, więc wszelkie pytania: <Jak ma wyglądać życie człowieka?>, <Jak powinien człowiek żyć, jak ma służyć swojemu Bogu?>.
Tylko dla człowieka powiązanie doczesności z wiecznością jest czymś zasadnym. Od kształtu doczesności zależy kształt wieczności. Tak mam żyć, aby moje życie było służbą Bogu. Bóg nic nie zyskuje na moim służeniu Mu, ja natomiast zyskuję wszystko i wieczność. Paradoksalnie, moja służba Bogu staje się jak gdyby służbą Boga dla mnie.
Nie można iść przez życie tak, jakby Boga nie było. On pragnie być we wszystkich sprawach człowieka i czeka na zaproszenie z naszej strony. W naszych rękach jest decyzja, czy pozwolimy Mu być w naszym życiu, czy też zabronimy, bądź nawet zlekceważymy potrzebę wysłania do Niego zapraszającego sygnału. Do wszelkich naszych dzieł i działań Bóg chce być zaproszony i włączony. Wówczas stają się one udane. To Bóg działa dla naszego dobra, my zaś stając zawsze przed Nim w pokorze i prawdzie pozwalamy Mu działać.
Jak człowiek powinien żyć? Pomyślałem sobie, że Matka Boża zna odpowiedź na to pytanie i zaraz też usłyszałem ją w swoim sercu:
<Powinien żyć… zawsze w postawie pokory i prawdy przed Bogiem, które są równocześnie przyzwoleniem i zaproszeniem dla Niego. Służenie Bogu staje się nieustającym otwarciem na Niego, albo przynajmniej gotowością otwarcia. Reszty dokonuje On sam i mamy poczucie spełnienia naszej misji w doczesności. Pokój w sercu jest dowodem i znakiem, że służymy Bogu i On jest z nami>.
Taka postawa jest wiernością Bogu, irytującą wszystkich, którzy uwierzyli we własną samowystarczalność i odrzucili Boga. W historii ludzkiej powtarza się wielokrotnie sytuacja przywołanego w apoftegmacie proroka Daniela, który w postawie pokory i prawdy wierny był Bogu zawsze i do końca. Bóg wobec takiej postawy niezłomnej wierności nie tylko pomnaża odwagę, ale i pozbawia nas całkowicie lęku. W tym tkwi sekret wszystkich męczenników, gotowych na wszystko, aby tylko nie zdradzić Boga.
Konsekwentne życie dla Boga sprawia, że staje się ono jedynym oskarżeniem ze strony wrogów światłości. Dlatego współczesna cywilizacja, odrzucająca Boga i starająca się wymazać Go z historii ludzkiej, próbując usprawiedliwić wszystkie swoje ułomności, niepowodzenia i klęski, niestrudzenie atakuje postawę konsekwentnej służby Bogu i wszystkich współczesnych Danielów.
Za cztery dni… Środa Popielcowa. Biegnę myślami w przeszłość. Czy Matka Boża podążając za Synem na Golgotę miała prostą odpowiedź na swoje dramatyczne pytanie: „Jak teraz mam żyć?
Matko opuszczona w samotności,
I samotna w opuszczeniu,
Podążająca w męce utrapienia
za Synem na Golgotę.
Matko potykająca się o głazy
I upadająca wraz z Jezusem,
Podnosząca się szybko,
By zdążyć na godzinę Miłosierdzia.
Szeptająca koronkę do Ojca:
<Dla Jego bolesnej Męki
miej miłosierdzie dla nas
i całego świata>,
Aby zmiłował się
Nad wszystkim, co stworzył.
Matko o oczach zamglonych nienawiścią tłumu,
Niewidząca od pyłu
Zmieszanego ze łzami,
Naucz nas, jak żyć
I módl się za nami!
I samotna w opuszczeniu,
Podążająca w męce utrapienia
za Synem na Golgotę.
Matko potykająca się o głazy
I upadająca wraz z Jezusem,
Podnosząca się szybko,
By zdążyć na godzinę Miłosierdzia.
Szeptająca koronkę do Ojca:
<Dla Jego bolesnej Męki
miej miłosierdzie dla nas
i całego świata>,
Aby zmiłował się
Nad wszystkim, co stworzył.
Matko o oczach zamglonych nienawiścią tłumu,
Niewidząca od pyłu
Zmieszanego ze łzami,
Naucz nas, jak żyć
I módl się za nami!
Ze śnieżnej Łąki Matki Bożej nad Osobłogą z kormoranami, radosne pozdrowienia przesyła
o. Ludwik.


