
Liturgia dnia
Komentarz video
Skrzynka intencji
Prześlij nam swoją intencję, w której chcesz abyśmy się modlili:

Felietony
Nadzieja zamiera, lecz nie umiera
2010-06-14

Siedzę pod ścianą klasztoru i patrzę na nieskoszoną łąkę Matki Bożej. Gęsta, świeża zieleń traw, poprzetykanych złotem mleczy, zamieniających się w puszyste kule dmuchawców, tworzy pierwszy plan wiosennego krajobrazu. W dali zielone łany zbóż, przeplecione słonecznymi pasmami kwitnącego rzepaku. Całą przestrzeń zamykają łęgi, jakby ktoś ustawił jeden za drugim, o różnych odcieniach zieleni bukiety wzdłuż krętej Młynówki i martwych starorzeczy Osobłogi. Jeszcze przed miesiącem prawie nie było kwiatów, a bezlistne szkielety drzew jedynie budziły nadzieję, że niedługo powróci życie. Dobra nadzieja zawsze rodzi dobre myśli. Dlatego w skomplikowanym czasie ostatniego miesiąca, w jakim wypadło nam żyć, potrzebujemy przede wszystkim dobrej nadziei, starszej siostry wiary i miłości. Brak nadziei, to beznadzieja. Czy można wierzyć i kochać, gdy nadzieja w nas umarła? Gdy nie ma w sercu nadziei zamiera wiara i miłość, a często nawet umiera.
Miesiąc temu smoleńska tragedia przysłoniła ciemnymi, bolesnymi chmurami horyzont ojczystej historii, ale dość szybko spoza ciemności trudnych do przyjęcia wydarzeń zaczęła się wyłaniać jak świt z mroków nocy - nadzieja.
Patrzę na ukwieconą, pełną życia łąkę Matki Bożej i moje myśli cofają się w przeszłość. Z pamięci wyłaniają się obrazy i chwile, kiedy umierająca nadzieja nagle we mnie ożywała, a nawet eksplodowała z niezwykłą mocą. W sytuacji niespodziewanych, niezwykłych i wielkich wydarzeń, jak te ostatnie spod Smoleńska, z pamięci wynurzają się cienie wspomnień, jak ciąg obrazów - film o historii moich i nie tylko moich nadziei. Patrząc na mleczną, pełną życia łąkę Maryi rodzi się we mnie potrzeba serca, by podzielić się chociażby niektórymi wspomnieniami sprzed lat.
Mochów, 10 maja 2010 r.
Nie skończyłem pisać tego listu. Historia moich nadziei nieoczekiwanie pękła, urwała się i… upłynął miesiąc. Dzisiaj jest już 10 czerwca… miesiąc brzemienny był w wydarzenia… w oczekiwanie na kolejne kataklizmy, na brak odpowiedzi, na zwątpienia. Fałszowana polityka, słowa bez pokrycia pomiędzy jedną i drugą falą powodzi. Ile ich jeszcze będzie? Nadzieja rozmakająca wraz z nasiąkniętymi wodą wałami przeciwpowodziowymi... Zostało jeszcze dziesięć dni. Czy zbliżające się wybory mogą ożywić nadzieję w sercu? Gdyby nie Maryja, Jej łąka również byłaby pod wodą, a klasztor i kościół - na wyspie.
Nie wrócę jednak dzisiaj do kontynuowania niedokończonego listu. Musi upłynąć więcej czasu, by dokonały się kolejne wydarzenia, bym mógł, jak przed miesiącem, usiąść pod ścianą klasztoru i odszukać pośród kolorów zbliżającego się lata nadzieję silniejszą od myśli przypominających pękające wały w dolinach rzek. Zwiastunem trudnej nadziei jest ks. Jerzy Popiełuszko, którego dał nam Bóg, jako błogosławionego na ten niezwykły i trudny czas. Obdarował mnie Bóg łaską uczestniczenia w Mszy św. beatyfikacyjnej na Pl. Piłsudzkiego w Warszawie, podobnie jak przed laty - w pogrzebie zamordowanego Kapłana. Dobrą nadzieję przyniósł też list Eli ze Szwecji. Przed ponad dwoma tygodniami w Sztokholmie odbył się już trzeci 'Marsz dla Jezusa'. Według prasy - z całej Szwecji przybyło 25 tys. chrześcijan. W zeszłym roku było ich 15 tys., a trzy lata temu tylko 3 tys. Dziękuję tym, którzy modlili się za Szwecję. Dziękujmy Bogu i nie traćmy nadziei.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Niech Maryja z Mochowskiej Łąki, ochronionej przez Nią przed kolejnymi falami powodziowymi, ochroni także nas przed zwątpieniem i niepewnością nadchodzących dni. Nadzieja czasami zamiera, lecz nie pozwólmy jej umrzeć w nas.
o. Ludwik
Mochów, 10 czerwca 2010 r.
Miesiąc temu smoleńska tragedia przysłoniła ciemnymi, bolesnymi chmurami horyzont ojczystej historii, ale dość szybko spoza ciemności trudnych do przyjęcia wydarzeń zaczęła się wyłaniać jak świt z mroków nocy - nadzieja.
Patrzę na ukwieconą, pełną życia łąkę Matki Bożej i moje myśli cofają się w przeszłość. Z pamięci wyłaniają się obrazy i chwile, kiedy umierająca nadzieja nagle we mnie ożywała, a nawet eksplodowała z niezwykłą mocą. W sytuacji niespodziewanych, niezwykłych i wielkich wydarzeń, jak te ostatnie spod Smoleńska, z pamięci wynurzają się cienie wspomnień, jak ciąg obrazów - film o historii moich i nie tylko moich nadziei. Patrząc na mleczną, pełną życia łąkę Maryi rodzi się we mnie potrzeba serca, by podzielić się chociażby niektórymi wspomnieniami sprzed lat.
Mochów, 10 maja 2010 r.
Nie skończyłem pisać tego listu. Historia moich nadziei nieoczekiwanie pękła, urwała się i… upłynął miesiąc. Dzisiaj jest już 10 czerwca… miesiąc brzemienny był w wydarzenia… w oczekiwanie na kolejne kataklizmy, na brak odpowiedzi, na zwątpienia. Fałszowana polityka, słowa bez pokrycia pomiędzy jedną i drugą falą powodzi. Ile ich jeszcze będzie? Nadzieja rozmakająca wraz z nasiąkniętymi wodą wałami przeciwpowodziowymi... Zostało jeszcze dziesięć dni. Czy zbliżające się wybory mogą ożywić nadzieję w sercu? Gdyby nie Maryja, Jej łąka również byłaby pod wodą, a klasztor i kościół - na wyspie.
Nie wrócę jednak dzisiaj do kontynuowania niedokończonego listu. Musi upłynąć więcej czasu, by dokonały się kolejne wydarzenia, bym mógł, jak przed miesiącem, usiąść pod ścianą klasztoru i odszukać pośród kolorów zbliżającego się lata nadzieję silniejszą od myśli przypominających pękające wały w dolinach rzek. Zwiastunem trudnej nadziei jest ks. Jerzy Popiełuszko, którego dał nam Bóg, jako błogosławionego na ten niezwykły i trudny czas. Obdarował mnie Bóg łaską uczestniczenia w Mszy św. beatyfikacyjnej na Pl. Piłsudzkiego w Warszawie, podobnie jak przed laty - w pogrzebie zamordowanego Kapłana. Dobrą nadzieję przyniósł też list Eli ze Szwecji. Przed ponad dwoma tygodniami w Sztokholmie odbył się już trzeci 'Marsz dla Jezusa'. Według prasy - z całej Szwecji przybyło 25 tys. chrześcijan. W zeszłym roku było ich 15 tys., a trzy lata temu tylko 3 tys. Dziękuję tym, którzy modlili się za Szwecję. Dziękujmy Bogu i nie traćmy nadziei.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie. Niech Maryja z Mochowskiej Łąki, ochronionej przez Nią przed kolejnymi falami powodziowymi, ochroni także nas przed zwątpieniem i niepewnością nadchodzących dni. Nadzieja czasami zamiera, lecz nie pozwólmy jej umrzeć w nas.
o. Ludwik
Mochów, 10 czerwca 2010 r.


